Nawigacja: Wróć do wszystkich analiz
Autor artykułu: Michał Bruszewski
Rozwój Sił Zbrojnych RP, a międzynarodowe geopolityczne zmiany z uwzględnieniem wojny na Ukrainie
Michał Bruszewski
Wstęp
Od ponad dekady w swojej dziennikarskiej i analitycznej pracy przyglądam się zagadnieniom bezpieczeństwa, konfliktów zbrojnych oraz wojska. Osobiście relacjonowałem kilka wojen i kryzysów, w tym przyglądając się służbie polskich żołnierzy oraz funkcjonariuszy. Jeszcze kilka lat temu temat dotyczący polskiej armii był traktowany przez opinię publiczną jako poboczny, na czym cierpiało nie tylko Wojsko Polskie, ale także kultura strategiczna nad Wisłą. Nie podzieliliśmy, na szczęście, losu tych państw zachodniej Europy, gdzie armia jako instytucja ma strukturalny problem z rekrutacją żołnierzy. Polska wszelako nigdy nie dołączyła do tych państw NATO, w których służba w wojsku jest odbierana jako społecznie nieatrakcyjna. Przypomnę tylko, że w 2018 roku głośno było o fakcie, iż Bundeswehra chce się otworzyć na zaciąg do niemieckiej armii obywateli innych państw Unii Europejskiej, ze względu na kryzys w rekrutacji. O sprawie pisał m.in. „The Guardian”. Oznaczało to wielki międzynarodowy kryzys wizerunkowy niemieckiego wojska. Serwis „Statista”, który zajmuje się analizą danych z różnych państw opublikował wówczas artykuł pt. „Niemieckie wojsko jest żałośnie nieprzygotowane do działania”, gdzie stwierdzono, iż „gotowych do akcji” było zaledwie 39 samolotów Eurofighter (ze 128) oraz 105 Leopardów 2 (z 224). Jeszcze bardziej obniżyło to rangę społeczną atrakcyjności zawodu żołnierza w Niemczech.
Polskie społeczeństwo, pomimo powszechnej w świecie zachodnim wizji demilitaryzacji i obniżenia znaczenia wojska na rynku pracy, jest wciąż mocno zakorzenione w historii oraz patriotyzmie, gdzie zawód żołnierza nieodłącznie wiąże się z suwerennością naszego kraju. Polskie społeczeństwo darzy zaufaniem żołnierzy WP, co potwierdził sondaż IBRIS w 2020 roku, gdzie 74,1 proc. badanych Polaków wskazało, że ufa Siłom Zbrojnym RP. Co ciekawe, z badania „Dziennika Gazety Prawnej” z lutego 2023 roku, wynika iż prawie 40 proc. badanych popiera przywrócenia obowiązkowego poboru do Wojska Polskiego. Jest to zaskakująco wysoki wynik.
W ostatnim dwudziestoleciu na świecie miała miejsce seria kryzysów, klęsk humanitarnych oraz konfliktów zbrojnych, które zdezaktualizowały w społeczeństwie wizję świata bez wojen i zagrożeń. Ten utopijny paradygmat określany mianem „globalnej wioski” lub „końcem historii” (za tytułem książki Francisa Fukuyamy) narzucił zachodniemu światu narrację o nowych bezpieczniejszych czasach. Tymczasem, jak wyliczono już w 2017 roku, od zakończenia II wojny światowej na świecie było zaledwie 26 dni pokoju. To pokazuje jak bardzo nieprawdziwa to była wizja. A mówimy o stanie sprzed rosyjskiej frontalnej inwazji przeciwko Ukrainie w roku 2022, gdzie stan ten tylko się pogłębił. Każdy z tych aspektów uzasadnia – nie tylko samo posiadanie ale – wzmacnianie Sił Zbrojnych i potencjału obronnego.
Są na świecie kraje, które faktycznie pozbyły się swojej armii – takim krajem jest Kostaryka, wskazywana przez lata jako wzorzec dla zwolenników utopijnego pomysłu likwidowania wojska. Zachwyt nad tym krajem skończył się w 2010 r., gdy wojska Nikaragui przekroczyły granicę z Kostaryką i na podstawie błędu na mapie Google (tak, taki był argument) przesunęły granicę między oboma państwami. „Naród, który nie chce karmić własnej armii, będzie karmił cudzą” – mawiał Napoleon Bonaparte. Polacy, z uwagi na doświadczenia historyczne swojego narodu, są szczególnie wyczuleni na sprawę armii. Przedrozbiorowa historia I Rzeczpospolitej wskazuje, że wraz z rozbrojeniem i oszczędzaniem na armii piętrzą się dla kraju geopolityczne kłopoty. Nie ustrzegło to poszczególnych rządów III RP przed błędami redukowania wojska, które – gdyby nie członkostwo w NATO – mogły skończyć się rozbiorami Polski lub jej militarnym porażeniem (np. zniszczeniem naszej surowcowej infrastruktury alternatywnej wobec dostaw z Rosji).
W III RP było wiele patologii, które osłabiały nasz potencjał obronny. Likwidowanie jednostek Wojska Polskiego było tego najskrajniejszym przykładem. Wystarczy wspomnieć, że legendarny polski 4 Pułk Piechoty istniejący od czasów Księstwa Warszawskiego (także za zaborów i w PRL) nie przetrwał III RP. Finalnie udało się powyższe trendy zahamować, ale Ukraina utraciła Krym m.in. z powodu procesu redukcji swoich Sił Zbrojnych, którego kulminacyjny moment przypadł właśnie na 2014 rok, czyli agresję Federacji Rosyjskiej. Do przykładu Ukrainy będę się po wielokroć odwoływał, ponieważ we współczesnej dyskusji o bezpieczeństwie nie da się od niej odwrócić wzroku.
Wnioski z Ukrainy dla Sił Zbrojnych RP
Przebieg rozpoczętej 24 lutego 2022 roku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji przeciwko Ukrainie obalił wiele militarnych mitów, które pokutowały w przestrzeni publicznej. Okazało się, że w praktyce wojna – poza nowoczesnym sztafażem w postaci bezzałogowców i wywiadu satelitarnego – przypomina starcia z okresu II wojny światowej. To co eksperci przez wiele dekad przedstawiali jako niemożliwe do powtórzenia (pancerne kolumny, bitwy powietrzne, siła obrony przeciwlotniczej) stało się na naszych oczach. Wojna na Ukrainie potwierdza zasadność utrzymywania licznych Sił Zbrojnych RP - wyszkolonych, uzbrojonych oraz zadaniowanych do różnego rodzaju walki – zarówno kordonowej (obrona linii frontu) jak i manewrowej. Obecnie Ukraina utrzymuje pod bronią 750 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy. Wspomniana ogromna liczba powoduje, iż pomimo dysproporcji sił na korzyść Rosji – Władimir Putin nie jest w stanie podbić terytorium państwa ukraińskiego, zadawalając się obecnie okupowanymi terytoriami wschodu i południa Ukrainy, których utraty się boi, a głównym zadaniem obecnie rosyjskich sił inwazyjnych wydaje się być utrzymanie za wszelką cenę stanu posiadania – a nie podbój kolejnych terytoriów. Wojna na Ukrainie obaliła pierwszy z mitów, iż do obrony kraju wystarczy nieliczna kadrowa profesjonalna armia zawodowa. Gdyby Kijów stosował tego rodzaju „rady” Rosjanie być może wygrywaliby wojnę.
Na Ukrainie byłem wiele razy, w tym, w 2018 roku pod Donieckim Lotniskiem, po ukraińskiej stronie frontu w Donbasie. Odwołam się w tej chwili do moich podróży reporterskich, po Ukrainie, w 2022 roku. Dlaczego? Ponieważ jako naoczny świadek mogłem obserwować jak funkcjonuje państwo i społeczeństwo w obliczu totalnej wojny. Pierwszy raz na Ukrainę pojechałem już w marcu, więc niedługo po rozpoczęciu inwazji[1].
Obrona Terytorialna
Byłem wówczas na zachodniej i środkowej Ukrainie, pierwsze co się rzuciło w oczy to ogromna oddolna mobilizacja związana z obroną terytorialną. Tysiące Ukraińców zgłaszało się do punktów werbunkowych. Praktycznie pod każdym miastem zachodniej i środkowej Ukrainy tworzono prowizoryczne umocnienia, rozstawiano zapory przeciwpancerne (charakterystyczne spawane „krzyżaki”), kopano transzeje. Wynikało to z faktu, że nie było pewne jak daleko zajdzie awangarda wojsk rosyjskich, pamiętajmy że ostatecznie siły inwazyjne próbowały uderzyć na Odessę (zostały zatrzymane pod Mikołajowem) i wyjść na zachód od Kijowa (zablokowali szosę Żytomierz-Kijów).
Wielkim niebezpieczeństwem na zapleczu frontu były rosyjskie grupy sabotażowo-dywersyjne, które próbowały powtórzyć scenariusz z Krymu, z roku 2014. To właśnie patrole i weryfikacja ze strony obrony terytorialnej uniemożliwiły te akcje. Bardzo szybko okazało się, że Rosjanie nie są w stanie zrobić żadnej dywersji na tyłach, ponieważ liczba terytorialsów była bardzo wysoka. Tylko w marcu 2022 roku do Sił Obrony Terytorialnej (TDF) zgłosiło się 100 tys. ochotników. Nie powtórzono błędu z roku 2014, gdy ze względu na skromną liczbę sił Rosjanom udało się przejąć Krym i część miast na wschodniej Ukrainie. Potwierdza to także słuszność koncepcji wzmacniania Obrony Terytorialnej w Polsce[2].
Ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze oraz przeciwpancerne
Kolejnym z wniosków z wojny na Ukrainie jest potrzeba nasycenia oddziałów piechoty ręcznymi wyrzutniami przeciwlotniczymi i przeciwpancernymi. Nieprzypadkowo okazało się, że Przenośny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy „Piorun”, w ukraińskich rękach, stał się pogromcą rosyjskiego lotnictwa. „Pioruny” na Ukrainie w 2022 roku, a wcześniej „Gromy” w Gruzji w 2008 roku, były postrachem rosyjskich pilotów[3].
Artyleria rakietowa
Następna, nasuwająca się ocena, to zmasowane użycie artylerii rakietowej. Armia Czerwona w okresie II wojny światowej masowo używała Katiuszy, czyli tzw. „organów Stalina”, wyrzutni rakiet montowanych na ciężarówkach. Taktyka użycia artylerii rakietowej przez Moskwę w zasadzie się nie zmieniła. Pamiętam jakim zagrożeniem były „Grady”, gdy byłem w Donbasie w 2018 roku. Artyleria lufowa jest względnie wolna i wyizolowana, podobnie moździerze, choć brzmi to makabrycznie, ale są przewidywalne i łatwo je usłyszeć (charakterystyczny „gwizd”). Rosyjska artyleria strzelała do nas pod Charkowem i dosłownie cieszyliśmy się, że nie były to „kasety” (czyli bomby kasetowe – ładunki, które wyrzucają ze sobą kolejne eksplozje) lub właśnie „Grady”. Współczesne Katiusze, czyli „Grady” lub „Uragany” strzelają salwami, więc ucieczka przed nimi jest o wiele trudniejsza. W ten sposób Rosjanie niszczą zabudowania cywilne i potęgują ukraińskie straty. Gdy w pierwszej fazie wojny rosyjska artyleria rakietowa próbowała bezkarnie anihilować ukraińskie miasta, Kijów zabiegał o sprowadzenie na front amerykańskich wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet HIMARS. Dostarczenie HIMARS-ów nad Dniepr zmieniło dynamikę artyleryjskich pojedynków pomiędzy Rosjanami, a Ukraińcami. Na nowoczesnym polu walki nie ma możliwości ukrycia baterii artylerii, gdy strzela. Dlatego tak ważny jest ogień kontrbateryjny, czyli odpowiedź własnej artylerii na ogień przeciwnika i zniszczenie miejsca koncentracji jego dział lub wyrzutni. W skrócie: cios za cios. Celnym ogniem HIMARS-ami (tzw. Himarsowanie) wyizolowano rosyjskie zgrupowanie na zachodnim brzegu Dniepru, które nie dotarło do Odessy, zostało zatrzymane pod Mikołajowem i okupowało Chersoń wraz z okolicznymi miejscowościami. HIMARS-ami zniszczono szlaki zaopatrzenia, miejsca koncentracji wojska, magazyny, sztaby i uszkodzono mosty. Pod naporem ukraińskiej ofensywy, ostatecznie Rosjanie, musieli wycofać się na drugi brzeg Dniepru porzucając Chersoń bez większej walki. Nie mogli podjąć innej decyzji, ponieważ nie mieliby czym tego Chersonia bronić, artyleria rakietowa zniszczyła szlaki zaopatrzenia całego zgrupowania[^4].
Wojna dronów
Bezzałogowiec, dron, Bezzałogowy Statek Powietrzny – w skrócie BSP lub Unmanned Aerial Vehicle w skrócie UAV – nazewnictwo jest szerokie a dotyczy nowej odsłony pola walki. Ukraina nie jest chrztem bojowym wojskowych dronów. Z powodzeniem służby specjalne USA stosowały, w okresie wojen na Bliskim Wschodzie, bezzałogowce do likwidacji siatki terrorystycznej Al-Kaidy, tzw. Państwa Islamskiego oraz Talibanu. Bezzałogowce w masowych nalotach na konwencjonalnym polu walki sprawdziły się w starciach o Górski Karabach. W okresie walk pomiędzy 27 września a 10 listopada 2020, atakujące wojska Azerbejdżanu, z powodzeniem stosowały taktykę nalotów i psy-ops, z użyciem, zwłaszcza tureckich dronów Bayraktar TB2. Wspomniałem o operacji psychologicznej, ponieważ Baku publikowało w Internecie nagrania z celnych bombardowań za pomocą dronów. Spowodowało to nadwątlenie morale sił ormiańskich, które były bezbronne wobec wrażenia lotniczej dominacji przeciwnika. Doświadczenia z tej, krótkotrwałej, kolejnej odsłony walk o ormiańską enklawę były ogromną lekcją dla wojskowych analityków. Bezzałogowce zaczęły zatem odgrywać rolę, która była przypisana dla lotnictwa szturmowego w okresie II wojny światowej – bombardować i przerażać. Armenia, bój o Górski Karabach, przegrała i musiała zgodzić się na „zgniły kompromis” podyktowany jej w Moskwie. Lekcja poszła jednak w świat. Oczywistym było, że kolejna wielka wojna będzie bardzo zależna od bezzałogowców i potwierdziła to Ukraina. Doświadczyłem tego osobiście, dwukrotnie, na Ukrainie. Za pierwszym razem, gdy Ukraińcy przekazali mi, że „Bayraktary zabiły Rosjan” – wskazując na pobliski las, drugi raz – gdy pod Charkowem ostrzeżono nas, iż musimy być w ciągłym ruchu, ponieważ niebo przeczesują rosyjskie bezzałogowce. Nad Dnieprem w użyciu są drony – od najmniejszych (cywilnych, logistycznych) zrzucających granaty, po bezzałogowce pokroju wspomnianego Bayraktara. W pierwszej fazie wojny ten turecki BSP wykazał się skutecznością w niszczeniu rosyjskich kolumn zmierzających na ukraińskie miasta. Doczekał się nawet popularnej piosenki ku swojej czci. W obecnej fazie wojny, która ze strony Rosjan jest statyczna, wykrycie Bayraktarów jest łatwiejsze, więc Kijów nie chcąc ich za pewne tracić, szafuje nimi oszczędniej. Zwłaszcza, że siły inwazyjne obecnie mają obsesję nad wykrywaniem dronów, więc skupiają na to duże wysiłki. Drony stały się narzędziem operacji psychologicznej. Widać to zwłaszcza ze strony Sił Zbrojnych Ukrainy, które monitorują bezkarnie rosyjskie okopy zasypując rosyjskich żołnierzy granatami. Następnie takie materiały są zamieszczane w tzw. runecie (rosyjskie media społecznościowe), gdzie mają do nich dostęp obywatele Federacji Rosyjskiej (potencjalni rekruci i zmobilizowani rezerwiści). Co ciekawe na ukraińskim froncie wykształcił się nowy rodzaj zwiadowcy i artylerzysty – operator drona. Poruszający się w specjalnym zespole operator stał się „nerwem” nowoczesnego pola walki, który pozwala okolicznej piechocie, artylerii, wojskom pancernym i zmechanizowanym przejrzeć przeciwnika i niszczyć jego kluczowe cele. Pomaga w tym odrębna kategoria dronów, czyli tzw. amunicja krążąca, będąca alternatywą dla wystrzeliwanych rakiet. Także w tym aspekcie Polska wykazuje się nowoczesnymi rozwiązaniami w postaci WB Electronics Warmate, także wykorzystywanej z powodzeniem nad Dnieprem[^5].
Broń pancerna
Co ciekawe, wielu wojskowych analityków w swoich opracowaniach sprzed pełnoskalowej rosyjskiej inwazji wieszczyło koniec „pancernej pięści” na nowoczesnym polu walki. Gdyby faktycznie nastąpił zmierzch czołgów Wołodymyr Zełenski nie zabiegałby o stworzenie zachodniej koalicji ds. przekazania walczącej Ukrainie czołgów Leopard 2, Challenger 2 i Abramsów. O tym, że czołg nadal jest królem pola bitwy świadczy fakt, że dostarczone przez Francję kołowe „czołgi” AMX-10RC są krytykowane przez Ukraińców z uwagi na słaby pancerz i brak gąsienic. Czołg jest bezalternatywnym ciężkim środkiem walki do wsparcia uderzeń piechoty na umocnione pozycje Rosjan. Należy jednak zaznaczyć, że dysproporcja potencjałów w broni pancernej nie decyduje dzisiaj o zwycięskiej wojnie – jak pół wieku temu. Czołg stał się bardziej podatny na zniszczenie niż jego pancerni przodkowie pół wieku temu. Do końca 2022 roku Rosjanie stracili 3 tys. czołgów, czyli więcej niż takiej broni posiadała cała ukraińska armia (ok. 2,5 tys. pojazdów). Pomimo tak wysokich strat w broni pancernej nie osiągnięto zakładanych celów, nie zajęto: Kijowa, Charkowa, Odessy, Mikołajowa oraz innych miast. Rosyjskie siły inwazyjne nie zniszczyły potencjału pancernego Ukrainy, który został uzupełniony przez dostawy z Europy (w tym z Polski). Czołg w XXI w. jest skuteczną bronią w obronnych bitwach manewrowych, ale w dalekich pancernych zagonach wystawia się na łatwe zniszczenie[^6].
Redukcja Sił Zbrojnych RP – historia
Wyciągając powyższe wnioski z wojny na Ukrainie jesteśmy w stanie ocenić obecny wektor rozwoju wojska w koncepcji obecnego kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej. Pamiętać należy, iż – jak wspomniałem we wstępie – wojna na Ukrainie społecznie zmieniła wiele i w postrzeganiu potrzeby wzmocnienia armii nad Wisłą. Niestety historia III RP jest bogata w koncepcję redukowania naszej armii. Cofnijmy się w historii. W planach PRL dotyczących wojska w latach 1986-1990 r. zakładano istnienie na tzw. stopie pokojowej 414 tys. etatów w Siła Zbrojnych. Jako, że PRL nie była państwem suwerennym armia była instytucją satelicką wobec polityki Moskwy. Jej charakter był więc zupełnie inny, a cele operacyjne dotyczyły uderzenia na NATO. Nie jest to zatem „wzorzec z Sevres” w debacie o współczesnym Wojsku Polskim, aczkolwiek jest pewnym punktem wyjścia, ponieważ Warszawa stanęła na rozdrożu – czy utrzymywać tak liczną armię i reformować ją zgodnie z nowymi planami operacyjnymi czy też redukować liczebność wojska ze znakiem zapytania – w jakiej skali. Niestety część rządów i polityków wybrała szokową terapię w postaci drastycznej redukcji Wojska Polskiego. W 1990 r. Siły Zbrojne RP liczyły 340 tys. żołnierzy. W 1999 r. w momencie przyjęcia Polski do NATO – co było „perłą w koronie” nowej architektury dla bezpieczeństwa naszego kraju, Siły Zbrojne liczyły 240 tys. żołnierzy. Niepopularna w społeczeństwie zasadnicza służba wojskowa, która kojarzyła się z okresem PRL-owskich szykan oraz akces do zachodniego sojuszu, wraz z odbiorem ładu międzynarodowego przez Polaków jako niezachwianego, zapoczątkowały w Polsce okres spychania na drugi plan tematu bezpieczeństwa i postępującego demontażu liczebności WP z częściowo społecznym poparciem. Ze szkodą dla naszego potencjału obronnego.
Zauważmy, że USA przechodziły kryzys zaufania do Sił Zbrojnych po wojnie wietnamskiej (1965–1975), gdy także mierzono się ze społeczną niepopularnością poboru i eksplozją pacyfistycznych nastrojów. Pomimo tego Waszyngton zreformował wojsko w militarną światową machinę numer 1, w oparciu o model wojsk zawodowych, ze wsparciem Gwardii Narodowej.
W 2021 r. Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło podstawowe założenia nowej ustawy o obronie Ojczyzny. Choć wspominano o tym także wcześniej to ogłoszono, że polską estymacją na liczbę żołnierzy w Siłach Zbrojnych RP jest 300 tys. Finalnie (po wprowadzeniu DZSW) 200 tys. ma stanowić korpus żołnierzy zawodowych, 50 tys. ma służyć w OT oraz 50 tys. we wspomnianej DZSW[^7].
Nowa ustawa o obronie Ojczyzny i wzrost wydatków na obronność
Jako dziennikarz relacjonowałem posiedzenia Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, która zajmowała się Ustawą o obronie Ojczyzny. Jest to obszerny akt prawny regulujący większość obszarów dotyczących obronności. Wprowadza nowe regulacje, inne zmienia oraz porządkuje. Ustawa o obronie Ojczyzny zastąpiła 14 dotychczasowych ustaw – na czele, z największym reliktem PRL jakim był ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 21 listopada 1967 roku. Polski rząd zamiast nowelizować szereg istniejących ustaw postanowił wprowadzić nowy akt normatywny regulujące sprawy obronności. Debata nad ustawą, na SKON, była burzliwa co obserwowałem na własne oczy, aczkolwiek ostatecznie nowa ustawa została poparta także przez opozycję. Moc utraciła ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP z 25 maja 2001 roku. Zaktualizowane zostały: służba wojskowa żołnierzy zawodowych, służba zastępcza, dyscyplina wojskowa, rekrutacja wojskowa, finansowanie Sił Zbrojnych oraz inne kluczowe dla państwowości sprawy. Podobnie jak w przypadku Wojsk Obrony Terytorialnej, które budowano jako odrębny rodzaj Sił Zbrojnych – co miało przyspieszyć proces formowania jednostek, zrezygnowano z Wojskowych Komend Uzupełnień na rzecz Wojskowych Centrum Rekrutacji jako całkowicie nowej instytucji. Ustawa o obronie Ojczyzny z 11 marca 2022 roku została opublikowana w Dzienniku Ustaw 23 marca i weszła w życie 30 dni później.
Rewolucyjną zmianą związaną z ustawą o obronie Ojczyzny jest jej połączenie ze wzrostem wydatków na obronność. Trudno spekulować czy bez tej ustawy przeznaczono by większe kwoty – wystarczyłaby do tego wola polityczna, ale kluczową częścią nowej ustawy jest sprawa finansowania Wojska Polskiego. Źródłami finansowania Sił Zbrojnych RP są zatem: budżet państwa, środki Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (nowa instytucja), przychody ze zbycia akcji lub udziałów spółek. Fundamentem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Ustawa nałożyła limit minimalnych wydatków na obronność na poziomie 2,2 proc. PKB w roku 2022 oraz 3 proc. PKB w roku 2023. Co ciekawe, już w lutym 2023 roku zakomunikowano, że wydatki osiągną nie 3 proc. PKB a 4 proc. PKB. Rok 2023 jest rekordowy pod względem zakładanych wydatków na obronność. Jak poinformował w październiku 2022 roku serwis Defence24.pl: „Rekordowy budżet MON w 2023 roku. Prawie 100 mld złotych na obronę”. Faktycznie, wydatki bez uwzględnienia Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych zostały ustalone na 97,445 mld zł. Zauważmy jak zmieniały się wydatki na obronę narodową na przestrzeni lat: 2012 r. – 27,82 mld zł, 2013 – 27,89 mld zł, 2014 – 31,21 mld zł, 2015 – 37,11 mld zł, 2016 – 35,34 mld zł, 2017 – 36,69 mld zł, 2018 – 41,85 mld zł, 2019 – 43,44 mld zł, 2020 – 51,82 mld zł, 2021 – 58,12 mld zł.
Zakupy zbrojeniowe
Wojna na Ukrainie sprawiła pośrednio, że Warszawa postawiła na jeszcze intensywniejszą politykę zakupów broni – zarówno w wolumenie broni, jak i jego rodzaju. Przekazanie Ukrainie dużej ilości posowieckiej broni, która była użytkowana przez Wojsko Polskiego wygenerowało pilną potrzebę operacyjną uzupełnienia powstałej luki przez nowoczesne zachodnie modele uzbrojenia. Rację mają więc te eksperckie głosy, które sugerują, iż wojna na Ukrainie wymusiła na Siłach Zbrojnych RP przyspieszenie procesu, który i tak miałby miejsce – czyli sprzętową modernizację.
Kontrakt koreański
Największą burzę medialną na linii opozycja–rząd wywołało sięgnięcie przez kierownictwo RP po uzbrojenie z Republiki Korei. Kluczowym elementem w tzw. kontrakcie koreańskim jest zakup czołgów K2 Black Panther. Warszawa kupuje zarówno czołg w wersji podstawowej, jak i „spolonizowaną wersję K2PL”. Docelowo Polska chce nabyć 1000 czołgów K2. Do 2025 roku nad Wisłą mamy mieć 180 czołgów.
Polska kupuje również samobieżne armatohaubice K9A1 (672 sztuki), wieloprowadnicowe wyrzutnie K239 Chunmoo (288 sztuk), a także 48 myśliwców FA-50. K2, K9 oraz Chunmoo będą miały spolonizowane wersje (K2PL, K9PL), a polski przemysł ma stać się hubem eksportowym dla Seulu[^8].
Strategiczny sojusznik – USA
Przyjęło się sądzić, że gdy nad Potomakiem rządzi prawica w postaci Partii Republikańskiej lepsze relacje wiąże się z polskimi rządami prawicowymi. Sojusz Polski z USA jest scementowany członkostwem w Sojuszu Północnoatlantyckim. Polska jest geostrategicznym pomostem do wsparcia walczącej Ukrainy, więc utrzymanie tego strumienia pomocy przez nasz kraj wywindowało Polskę do kraju o wyższym geopolitycznym statusie.
Amerykańskie zakupy
- 2018 – zakup systemu Patriot (Wisła) za 4,75 mld USD
- 2020 – zakup 32 samolotów F-35A (4,6 mld USD)
- 2019 – 20 zestawów HIMARS (414 mln USD)
- 2020 – zakup 60 wyrzutni Javelin i 180 pocisków
- 2022 – kontrakt na 250 Abramsów (M1A21 SEPv4) – 4,7 mld USD
Dodatkowo Polska użytkuje m.in. MRAP Cougar, M-ATV, Humvee, C-130 Hercules, leasinguje MQ-9 Reaper, a trzon lotnictwa stanowią F-16 uzbrojone w JASSM i JASSM-ER[^9].
Jak chronić polskie niebo?
Rosyjskie lotnicze ataki saturacyjne przeciwko Ukrainie pokazały jak ważna na współczesnym teatrze wojennym jest obrona przeciwlotnicza. Saturacyjne naloty polegają na tym, że Rosja wystrzeliwuje w przestrzeń powietrzną Ukrainy tak wiele pocisków, iż obrona przeciwlotnicza musi decydować który obiekt zniszczyć, a który nie – w innym wypadku wykorzystałaby całość swoich rezerw amunicji. Dlatego Władimir Putin zdecydował się zakupić niedrogie drony w Iranie typu Shahed.
Polska obrona przeciwlotnicza przyszłości jest ujęta w trzech głównych kryptonimach: Wisła – przeciwlotniczy i przeciwrakietowy zestaw średniego zasięgu, Narew – przeciwlotniczy zestaw rakietowy krótkiego zasięgu, Pilica – przeciwlotniczy system rakietowo–artyleryjski bliskiego zasięgu. W oparciu o zachodnią i polską broń, na naszych oczach, tworzy się polska tarcza przeciwlotnicza. Trzeba zaznaczyć, że w tej dziedzinie polski przemysł obronny ma doskonałe doświadczenia, czego najlepszym dowodem jest wspomniana przeciwlotnicza wyrzutnia Piorun, deklasująca konkurencję i sprawdzająca się wyśmienicie na Ukrainie. Wspominając o Piorunach i Patriotach nie można zapominać o brytyjskich CAMM-ach. Kontrakt o wartości prawie 2 mld funtów, jaki zawarł MON, dotyczy wyrzutni iLauncher oraz kilkuset pocisków CAMM do programu Pilica Plus.
Podsumowanie
Jako jeden z nielicznych polskich dziennikarzy miałem okazję przyglądać się bezpośrednio współczesnym wojnom. W 2016 roku byłem pod Mosulem, gdzie pisałem o chrześcijańskich oddziałach walczących przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Doświadczenia na Bliskim Wschodzie wykoślawiły niestety percepcję współczesnych analityków zajmujących się wojskowością. ISIS nie dysponowało zagonami pancernymi i masową artylerią rakietową oraz lotnictwem. Dysproporcja sił wśród zachodnich aliantów względem islamistycznych bojówek takich jak ISIS, czy talibowie była nieporównywalna do kinetycznej wojny na Ukrainie. Pisałem o tym w moich reportażach dotyczących walk o Donbas, w roku 2018. Niestety wielu ekspertów zignorowało tamte ostrzeżenia i dalej żyło wnioskami z wojen nad Tygrysem i Eufratem.
Jak wielkie zdziwienie było w mediach, gdy wojskowi analitycy nie dowierzali, że współczesny konflikt zbrojny może łudząco przypominać okres II wojny światowej. Tymczasem pod względem politycznym w lutym 2022 roku oglądaliśmy wręcz klisze geopolityczne z 1939 roku. Władimir Putin wystosował ultimatum wobec Zachodu, aby NATO wycofało się z Europy Środkowo-Wschodniej. Łudząco przypominało to politykę Adolfa Hitlera w okresie zaboru Sudetów z czechosłowackiego państwa i konferencji monachijskiej w roku 1938.
Demonstracja siły nad granicami Ukrainy miała wystraszyć Kijów i Zachód, który ugiąłby się pod groźbą wielkiej wojny w Europie i zgodził na żądania Putina. Zdecydowana postawa państw Zachodu (w tym USA, Wielkiej Brytanii i Polski) sprawiła, że Ukraina otrzymała nieoficjalne gwarancje wsparcia dostaw broni na poczet walki z Federacją Rosyjską. Nawet gdyby Zachód zgodził się na żądania Putina, wojna i tak by wybuchła w pełnej skali.
Wyciąganie wniosków z wojny na Ukrainie musi być naczelnym wektorem polskiej obronności, tak aby pod względem sprzętowym, organizacyjnym, wywiadowczym oraz geopolitycznym być przygotowanym na wypadek agresji Federacji Rosyjskiej.
Źródła
[^1]: Kiepsko wyszkoleni Ukraińcy? Burza po doniesieniach z USA, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
[^2]: 100 tys. osób w 10 dni, Forsal.pl, dostęp 30.08.2023.
[^3]: Ukraina: Pochwały dla przeciwlotniczego Pioruna, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
[^4]: HIMARS z amunicją kasetową na Ukrainie? „Zwiększyć śmiercionośność”, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
[^5]: Nowy postrach Rosji? Turcy stworzą nowe drony we współpracy z Ukrainą, Business Insider, dostęp 30.08.2023.
[^6]: Dlaczego Ukraińcy krytykują francuskie wozy AMX-10RC, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
[^7]: 300-tysięczne Wojsko Polskie – ruszył nabór do dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej, Wojsko-Polskie.pl, dostęp 30.08.2023.
[^8]: Wielkie zakupy MON w Korei. Znamy datę – co z ceną?, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
[^9]: Od myśliwców do Abramsów. Polskie zakupy uzbrojenia w USA, Defence24.pl, dostęp 30.08.2023.
Powiązane analizy
- Wojska Obrony Terytorialnej (WOT) w latach 2016-2022 – geneza; perspektywy i historia kampanii dyskredytacyjnej
- Polska suwerenność informacyjna a social media. Media (a)społecznościowe i ich rola w dyskursie publicznym. Jak uniknąć zamknięcia w bańce filtrującej?
- Czy Polacy potrzebują biało-czerwonego Orbana?
- Jak długi cyfrowy ślad po sobie zostawiamy i czym to grozi? Od kradzieży tożsamości po programowanie wyborcy




