Nawigacja: Wróć do wszystkich analiz
Autor artykułu: Dr hab. Paweł Okołowski
Dwa modele uniwersytetu
Dr hab. Paweł Okołowski
Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,
Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?
— C. K. Norwid
1. Uniwersytet twórczy (klasyczny) i uniwersytet merkantylny (nowoczesny)
Od stu lat mówi się o kryzysie uniwersytetu[1], to jest o sukcesywnym jego przechodzeniu od modelu klasycznego (UK) do nowoczesnego (UN). W XXI wieku punkt krytyczny został przekroczony – „uniwersytet klasyczny (…) praktycznie przestaje istnieć”[2].
UK – powołany w średniowieczu przez Kościół katolicki – stał na dwóch ideach: (1) niczym nieograniczonej dostępności dla osób do studiowania predysponowanych (w predyspozycjach tkwiła elitarność) oraz (2) samoistnej wartości studiów[3]. W uniwersytecie był obecny „duch”: niezachwiane pragnienie studentów pozyskiwania wiedzy od wybranych mistrzów oraz wpajanie „bezkompromisowego służenia prawdzie obiektywnej”[4]. „Duch” tkwił w więzi mistrz–uczeń.
Uniwersytet dzisiejszy (UN) jest bezduszny i stale obniża poziom nauczania: przygotowuje – jedynie, ale masowo – „zasoby ludzkie” na rynek pracy. „Ducha” zabijają: bezwzględny ekonomizm, ofensywny biurokratyzm, centralistyczny polityzm, nadmierne administrowanie, rygorystyczny rachunek ekonomiczny oraz ponowoczesny technologiczny mit pedagogiczny[5]. UN „toczą dwie choroby: grantoza i punktoza”, owocujące pseudoosiągnięciami; kwitnie komercjalizacja nauki, konformizm i marazm[6]. Powstaje „wielki paradoks”: wysoko rozwinięte społeczeństwo technologiczne rugują z siebie tendencje twórcze[7].
Podobnie diagnozuje Bogusław Wolniewicz: „Uniwersytety utraciły już swoją duchową autonomię (…). Najbardziej zatrważające jest to, że bezczelne zamachy biurokracji państwowej na wolność nauki i nauczania nie natrafiają wewnątrz uczelni na żaden prawie opór. W każdym razie jest on mniej wyczuwalny dziś, niż był za komuny”. Z drugiej strony: „Nowoczesna cywilizacja utrzymuje darmozjadów”[8].
Definitywne przejście od UK do UN bywa opisywane „objawowo” (skutki) albo przez katalog porzuconych dyrektyw (np. abp Wielgus[9]). Uczeni nie troszczą się już o „fakty światłodajne”, a jedynie o „owocodajne” (F. Bacon). Przyczyny ogólne: przemiana stylu życia na Zachodzie, egalitaryzm. Pytanie kluczowe: jaki mechanizm działania uniwersytetu uległ zmianie, że nastąpił uwiąd wiedzy i dewastacja kultury? Co sprawiło, że – bez Gułagu – „w nauce następuje dobór ludzi bez genu przyzwoitości”[10]?
2. Wymiana struktury uniwersytetu
UK: universitas magistrorum et scholarum – ogół nauczycieli i uczniów, którzy się do obu ról nadają i faktycznie je wykonują; oraz universitas scientiarum et scholarum – wspólnota nauk i uczonych, gdzie zasadniczą więź stanowi relacja każdego uczonego z naukami. Po trzecie: officina humanitatis – warsztat człowieczeństwa[11]; miejsce przysposabiające do wyższej kultury: wydające „tych, którzy (przynajmniej) wytwór geniuszu zdolni są pojąć i docenić”[12].
Wydział (W) w UK dzielił się na wspólnoty poznawcze (często pokrywające się z katedrami/zakładami): tomiści, egzystencjaliści, scjentyści itp. (na dowolnym wydziale: X-iści, Y-owcy – od nazwiska mistrza[13]). Na czele formacji stał mistrz–herezjarcha (H); wokół niego pracownicy i studenci. Wydział był stowarzyszeniem wspólnot – samorzutnie wyrastających z dążeń członków. Wspólnoty rywalizowały o prawdę (idee w artykułach i książkach), bywały zwaśnione, a zarazem solidarnie tworzyły Radę Wydziału (RW) – „starszyznę” – i wybierały dziekana (Dz).
Presja zewnętrzna (rząd/Kościół – P+K – oraz centrala uczelni) była blokowana przez RW (tajne głosowania) i stanowisko dziekana. Tak utrzymywano harmonijną, dynamiczną równowagę w strukturze duchowej wydziału. Dopóki RW składała się z ludzi wybrednych (w sensie Ortegi), samorzutnie promowała wybredność. Na tym polegała autonomia uniwersytetu – jak pisał Russell o Oksfordzie, który nie uznał jurysdykcji papieża wobec swoich wykładowców[14].
Duch wydziału (DW): wola ochrony wolności słowa i walki na słowa (w ryzach obyczajności), ochrona autorytetów osobowych i miłość do nich.
UN: dawne wspólnoty przemieniły się w stowarzyszenia; spośród wielu wyłoniła się frakcja hegemoniczna (H), realizująca jawne i niejawne cele (często „świeccy humaniści”, „Kościół otwarty”; etykietki: kognitywiści, analitycy, postmoderniści). H podporządkowała satelickie stowarzyszenia; RW i dziekan zostali zawłaszczeni i wykonują wolę H, opierając się na komisjach (wewn./zewn.). Wszystkim zawiaduje biurokracja i system punktów; aparat pozostaje na pasku administracji państwowej, a szerzej – centrali UE (w zgodzie z interesem wielkiego kapitału). Uniwersytet stał się stowarzyszeniem stowarzyszeń, tworem kontrolowanym i sterowanym. Spontaniczność i wspólnotowość wygaszono, zastępując je transferem punktów; „dzieła” nagradzają nie „wszyscy wolni ludzie rozumni po fakcie”, lecz garstka urzędników „przed faktem”.
Proces miał charakter „konia trojańskiego”:
- wzmacnianie biurokratycznie reglamentowanych gratyfikacji (u nas od epoki Gierka); zawsze byli „żyjący nauką” i „żyjący z nauki” (Schopenhauer[15]); nastąpiła demoralizacja ekonomiczna uczelni – granty, doktoraty, recenzje, „turystyka naukowa” – przyciągając „łowców grantów”;
- ideologia polit-poprawności i „polityka równości”: kult autorytetów okrzyknięto „autorytaryzmem/kolesiostwem”, antagonizmy duchowe – „mową nienawiści”; autorytety zastąpiono „bezstronnymi komisjami eksperckimi”; redaktora naczelnego i kolegia – recenzenci i punkty;
- umasowienie: lawinowy wzrost liczby studentów (Niemcy 1950–1990 ×15; Polska 1938–1995 ×15, a w kolejnej dekadzie ×3)[16]; likwidacja egzaminów wstępnych; drakońskie obniżenie poziomu[17];
- zmiana struktury awansów: odebranie RW wyłącznego prawa awansowania; promotorowi – niezawisłości w promowaniu (np. doboru recenzentów). Władzę przejęły komisje. Zniszczono „złotą zasadę promowania nie gorszych od siebie” – dawny homeostat wysokiego poziomu.
Rys. 1. Rozkład sił (kolektywnych dążeń) w obrębie wydziału uniwersytetu (UK).
Rys. 2. Rozkład sił w obrębie wydziału uniwersytetu merkantylnego (UN).
3. Promowanie „nie gorszych”
Wolniewicz (1996) pisał: w prawidłowo funkcjonującym środowisku (UK) dominują ci, którzy promują raczej tylko nie gorszych od siebie – to homeostat wysokiego średniego poziomu. Obecnie (UN) działa negatywny mechanizm samooczyszczania: promowanie tylko nie lepszych od siebie[18].
„Nie gorszy ode mnie” – to ktoś, kto:
- raduje się pracą w swojej dziedzinie (czynna wrażliwość, interes osobniczy → zapał);
- ma potencjał: podatny na krytykę mistrza i zdolny do doskonalenia;
- wykazuje lojalność wobec mistrza (ideową i osobową);
- cechuje się tolerancyjnością/umiarowaniem wobec oponentów (nie jest bezwzględny).
Takie dyspozycje są widoczne w osobistym, nieokazjonalnym kontakcie – dla promotora i RW. Dominacja pospolitych skutkuje ekspansją osób: 1’ bez wrażliwości, 2’ niepouczalnych lub służalczych, 3’ zdradliwych, 4’ bezwzględnych[19].
Ludzie stosują kryteria (1–4), bo są wybredni – i odwrotnie: są wybredni, bo je stosują. Potrzebne są ramy prawne i obyczajność je chroniące. Na Zachodzie zgasły: duch wolności, kult wielkich duchów, rycerska walka.
Ekspansja miernoty[20] przekroczyła punkt krytyczny[21]. Infrastruktura duchowa uniwersytetu została zniszczona; odwrócić to mogłaby jedynie – oby nie – wojna, która „każdego człowieka umieszcza na właściwym miejscu”[22]. Gdyby odciąć pieniądze, „szczury” uciekłyby z pokładu; zostałaby garstka uczonych-zakonników. Nie jest to jednak defetyzm: „Sumienia nie da się udoskonalić, ale nie da się go też zniszczyć – nawet gdy przeważą źli i dorwą się do władzy”[23]. Odradzanie się ducha może następować poza uniwersytetem (jak u Kartezjusza, Leibniza) – w „katakumbach” wspólnot naukowych, także w Internecie.
Nagranie seminarium (17.06.2023):
https://www.youtube.com/watch?v=gLfFo4nM31s
Przypisy
[1] Schopenhauer, O filozofii uniwersyteckiej, w: Parerga i paralipomena, t. 1, przeł. J. Garewicz, Warszawa 2002, s. 179–252.
[2] J. Szmyd, Idea uniwersytetu klasycznego a jakość człowieka, „Edukacja Filozoficzna”, wyd. spec., 2016, s. 59.
[3] Tamże, s. 64.
[4] Tamże, s. 48, 60.
[5] Tamże, s. 68.
[6] Tamże, s. 67.
[7] Tamże, s. 66.
[8] T. Sommer, B. Wolniewicz, Wolniewicz. Zdanie własne, Warszawa 2010, s. 111–112, 87.
[9] Abp S. Wielgus, Historyczne koncepcje i paradygmaty uniwersytetu…, „Studia Nauk Teologicznych” 2008, t. 3, s. 11–22.
[10] B. Wolniewicz, Filozofia i wartości II, Warszawa 1998, s. 272.
[11] Abp S. Wielgus, dz. cyt., s. 16.
[12] B. Wolniewicz, Z pedagogiki ogólnej (2010), w: Filozofia i wartości. Post factum, Komorów 2021, s. 133; por. też W stronę rozumu (2015) oraz Filozofia i wartości I, III, IV.
[13] Wspomnienia z Instytutu Filozofii UW (lata 80.): „legowiczowcy, pelcowcy, przełeńszczycy, kuczyńszczycy, augustynkowcy, jankowicze, siemkowcy, wolniewiczowcy”.
[14] B. Russell, Dzieje filozofii Zachodu, przeł. T. Baszniak i in., Warszawa 2000, s. 560.
[15] A. Schopenhauer, dz. cyt., s. 231.
[16] Abp S. Wielgus, dz. cyt., s. 14.
[17] Np. „tematy” prac dyplomowych podawane studentom jak w sklepie/fabryce.
[18] B. Wolniewicz, Filozofia i wartości II, dz. cyt., s. 271–272.
[19] Doświadczenia z RW: dominacja rozmów o „prestiżowych nagrodach”, brak kryteriów 2/–4/.
[20] W UN trafiają się wybitni, lecz ich los bywa jak los patriotów w państwach zaborczych.
[21] Nie dotyczy czołowych wydziałów nauk ścisłych najlepszych uczelni prywatnych (zwłaszcza w USA), gdzie tradycyjna autonomia ocalała.
[22] A. de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, przeł. M. Król, Warszawa 1976, s. 443.
[23] B. Wolniewicz, Parę uwag o naturze sumienia, w: Filozofia i wartości II, dz. cyt., s. 205.
Powiązane analizy
- „Spieszmy się rodzić ludzi…" – dlaczego Polacy wolą być childfree?
- Przemija postać świata? O końcu epoki wojtyliańskiej
- Polska suwerenność informacyjna a social media. Media (a)społecznościowe i ich rola w dyskursie publicznym. Jak uniknąć zamknięcia w bańce filtrującej?
- Autorytety a młodzież. Analiza przypadku o. Józefa Maria Bocheńskiego




