Nawigacja: Wróć do wszystkich analiz
Autor artykułu: Kacper Kita
Francuska polityka migracyjna i wnioski dla Polski
Kacper Kita
Zamieszki na przełomie czerwca i lipca 2023 r. po raz kolejny postawiły problem imigracji do Francji w centrum uwagi europejskiej opinii publicznej. W Polsce także odbiły się one szerokim echem i nałożyły na rozpoczynającą się powoli w naszym kraju debatę na temat polityki migracyjnej, jaką powinno prowadzić nasze państwo. Przyczyny zamieszek były w Polsce tłumaczone przez różne media i polityków w wysoce odmienny, często sprzeczny ze sobą sposób. Na przestrzeni lat wraz z kolejnymi zamachami terrorystycznymi czy głośną książką Michela Houellebecqa Francja zaczęła być w wielu środowiskach kojarzona z klęską polityki migracyjnej i zagrożeniami związanymi z osiedlaniem się zwłaszcza ludności muzułmańskiej. W szeroko pojętej debacie publicznej łatwo można spotkać także dalece przerysowane sformułowania typu „Francji już nie ma” czy „Francja to już kalifat”. Wszystko to pokazuje ważną potrzebę usystematyzowania faktów na temat francuskiej polityki migracyjnej oraz sytuacji społecznej i demograficznej w tym kraju, a wreszcie także wyciągnięcia z nich wniosków dla naszego własnego państwa.
Trzy wielkie fale – od Włochów przez Polaków po Algierczyków
Pierwsza fala imigracji do Francji miała miejsce w drugiej połowie XIX wieku, kiedy nad Sekwaną rozkręciła się budowa własnego przemysłu. Fabrykanci chcieli sprowadzać robotników, zwłaszcza że wyjściowa ludność Francji była wciąż mocno wiejska. Naturalnymi kierunkami poszukiwań rąk do pracy były kraje sąsiednie. Szczególnie wygodne były te zamieszkałe w znacznej mierze przez ludność frankofońską – Belgia i Szwajcaria – a z czasem głównym kierunkiem zaciągu zostały tworzące się dopiero, biedniejsze, ale pokrewne kulturowo Włochy. W danych z 1901 r. widzimy obecność wszystkich pięciu dużych sąsiadów – 330 tys. Włochów, 324 tys. Belgów, 90 tys. Niemców, 80 tys. Hiszpanów i 72 tys. Szwajcarów[^1].
I wojna światowa to największa rzeź w historii Francji, która głęboko odbiła się w zbiorowej psychice – zginęło aż 1,4 miliona francuskich żołnierzy. Nie wrócił aż jeden na sześciu zmobilizowanych, w tym prawie jeden na trzech spośród młodych, mających między 20 a 27 lat[^2]. Do tego doliczyć należy miliony mężczyzn rannych, straumatyzowanych i mających problemy z normalnym funkcjonowaniem. Miało to ogromne konsekwencje gospodarcze – brak rąk do pracy – jak i demograficzne – brak potencjalnych ojców, którzy mogliby mieć dzieci. Zwycięstwo Francji było więc w znacznej mierze pyrrusowe. Jeszcze w trakcie wojny zaczęto sprowadzać ludność z francuskich kolonii i terytoriów pozaeuropejskich do pracy w fabrykach, a częściowo także do walki – podczas wojny zginęło ok. 80–100 tysięcy z nich. Większość z nich po wojnie wróciła jednak z powrotem do miejsc pochodzenia.
Po 1918 r. wywołane hekatombą braki były uzupełniane dalszym importem Europejczyków, w tym również ze wschodu. Wtedy na północ Francji zaczęli masowo zjeżdżać także nasi rodacy. Spis ludności z 1931 r. zawiera już 808 tys. Włochów, 508 tys. Polaków, 352 tys. Hiszpanów, 253 tys. Belgów, 100 tys. imigrantów z „Europy Śródziemnomorskiej” (Bałkanów i Grecji), 99 tys. Szwajcarów, 72 tys. Rosjan, po 47 tys. Brytyjczyków i Czechów, 36 tys. Turków i 31 tys. Niemców. Do tego doliczyć należy 85 tys. Algierczyków, formalnie przynależących do tego samego państwa, ale niemających francuskiego obywatelstwa.
Przez sto lat drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku imigranci napływali do Francji w dużych liczbach, ale byli to prawie wyłącznie Europejczycy. Byli oni bliscy kulturowo Francuzom – co nie znaczy, że nie dochodziło do napięć. Ponadto funkcjonował oficjalny paradygmat asymilacji i nacisk na wychowywanie dzieci jako Francuzów. Dobrze widać to po imionach, które otrzymywały dzieci imigrantów. W przypadku Włochów, Hiszpanów, Polaków czy Portugalczyków praktyka nadawania na szeroką skalę imion z kraju pochodzenia rodziców funkcjonowała krótko, często – jak w przypadku naszych rodaków – wygasając po pierwszym pokoleniu imigrantów[^3].
Po II wojnie światowej fundamentalnym problemem dla Francji stała się Algieria (prawnie będąca częścią Francji, nie kolonią), gdzie od jej zdobycia w 1830 r. osiedlali się Francuzi, ale gdzie rósł w siłę także ruch niepodległościowy. Stosunek do niepodległości Algierii, ale także do samego statusu Algierczyków, podzielił głęboko zarówno prawicę, jak i lewicę (podobnie jak w 1940 r. państwo Vichy). Niektórzy zwolennicy utrzymania „Algierii francuskiej” z różnych pobudek, kierując się ideałami oświecenia, dziedzictwem wielkiej rewolucji i ideą uniwersalnych praw człowieka, nakazem wielkości imperium czy wiarą w misję cywilizacyjną Francji (czasem połączoną z katolicyzmem), zaczęli popierać także sprowadzanie jako pracowników Algierczyków – mieszkańców tego samego państwa, tylko jego departamentów po drugiej stronie Morza Śródziemnego. Miało to pomóc w utrzymaniu politycznej jedności i przerobieniu Algierczyków na Francuzów. Ścierały się różne wizje nadawania im praw politycznych i budowy wspólnej przyszłości. Algierczycy byli także atrakcyjni jako mówiąca po francusku tania siła robocza, mająca utrzymać wysoki wzrost gospodarczy po dokonanej europejskimi siłami odbudowie kraju po wojnie.
Wszystko to przełożyło się na twarde fakty. W 1946 r. Algierczycy stanowili tylko 3% imigrantów obecnych w europejskiej części Francji i było ich ledwie 22 tys. Przez kolejne osiem lat ich liczba wzrosła aż dziesięciokrotnie do 210 tys.[^4] W 1954 r. w Algierii wybuchła zażarta otwarta wojna, rozpoczęta przez Front Wyzwolenia Narodowego, co stanowiło dla wielu Algierczyków zachętę do wyjazdu. W momencie zakończenia konfliktu w 1962 r. było ich już 350 tys.[^5] Chęć trwałego oddzielenia Algierczyków od Francuzów była jedną z przyczyn decyzji rządzącego od 1958 r. generała de Gaulle’a o przyznaniu Algierii niepodległości. W prywatnych rozmowach prezydent mówił współpracownikom np.:
„Głoszący integrację mają mózg kolibra, nawet jeśli są wielkimi mędrcami. Proszę spróbować wymieszać olej i ocet. Potrząsnąć butelką. Po chwili znów się oddzielą. Arabowie są Arabami, Francuzi są Francuzami. Wierzy pan, że francuskie ciało może przyjąć dziesięć milionów muzułmanów, których jutro będzie dwadzieścia milionów, a pojutrze czterdzieści? Możemy zintegrować jednostki; i znów – tylko pewną liczbę. Nie da się integrować całych ludów, z ich przeszłością, ich tradycjami, ich wspólnymi wspomnieniami bitew wygranych lub przegranych, ich bohaterami”. „Pomyślał pan, że Arabowie rozmnożą się pięcio-, potem dziesięciokrotnie, podczas gdy francuska populacja pozostanie mniej więcej taka sama? Będzie dwustu, potem czterystu arabskich posłów w Paryżu? Widzi pan arabskiego prezydenta w Pałacu Elizejskim?”[^6].
Przemiana demograficzna Francji
Praktyka następnych lat była jednak dokładnie przeciwna tym słowom. Kolejne rządy Francji otwierały się coraz szerzej na imigrację z Algierii, ale także innych krajów arabskich, afrykańskich i muzułmańskich. W 1982 r. liczbę pozaeuropejskich imigrantów szacowano już na 1,7 miliona[^7]. W latach 80. obserwowaliśmy ochłodzenie tempa osiedlania się, które znów przyspieszyło pod koniec ubiegłego stulecia. Szacunek INSEE (francuskiego odpowiednika GUS-u) dla 1999 r. to 2,4 miliona, a dla 2020 r. już 4,6 miliona[^8]. Liczby te nie uwzględniają potomków imigrantów, którzy w międzyczasie uzyskali obywatelstwo francuskie. Nie posiadamy oficjalnych danych na temat liczby muzułmanów lub osób pochodzenia pozaeuropejskiego we Francji. Istnieje jednak wiele szacunków dokonywanych przez rzetelnych badaczy.
Według jednego z szacunków w latach 1999–2015 populacja Francuzów pochodzenia europejskiego wzrosła o 4,9%, podczas gdy liczba mieszkańców pochodzenia tureckiego o 40%, pochodzenia magrebskiego o 46%, a pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej o 138%[^9]. Ten sam autor szacuje liczbę mieszkańców pochodzących z Magrebu (Algieria, Maroko, Tunezja, Libia, Mauretania) na ok. 5,4 miliona, z Afryki Subsaharyjskiej na ok. 2,75 miliona, z Azji na ok. 1 milion, z Turcji na ok. 600 tysięcy, harkis i Romów na po ok. 500 tysięcy.
Powiązane analizy
- Polska suwerenność informacyjna a social media. Media (a)społecznościowe i ich rola w dyskursie publicznym. Jak uniknąć zamknięcia w bańce filtrującej?
- Czy Polacy potrzebują biało-czerwonego Orbana?
- „Spieszmy się rodzić ludzi…" – dlaczego Polacy wolą być childfree?
- Jak długi cyfrowy ślad po sobie zostawiamy i czym to grozi? Od kradzieży tożsamości po programowanie wyborcy




